Czy zmiany w życiu są potrzebne i dlaczego tak bolą? 

Posted on

Każdy z nas dąży do wygodnego życia, poczucia bezpieczeństwa oraz spełnienia swoich zachcianek i marzeń. Nie każdy natomiast wie, że być może stał się więźniem swojej strefy komfortu. Co to takiego ta strefa komfortu? To codzienne wstawanie do pracy, pewność wypłaty każdego miesiąca, pewność zapłacenia rachunków. Życie jak co dzień, jak robot, praca-dom-praca i dwutygodniowe wakacje raz w roku. Jest to poczucie bezpieczeństwa, które wbrew pozorom nie pozwala nam iść do przodu. Siedząc na kanapie nie oczekujmy spektakularnych zwrotów akcji w naszym życiu. Tylko poza strefą komfortu zaczynają dziać się magiczne rzeczy – o których marzymy – ale boimy się zrobić pierwszy krok.

Czy zmiany w życiu są potrzebne

Im więcej zmian, tym więcej nowych możliwości.

Najprościej opisze Wam moją teorie na przykładzie własnego życia i doświadczeń. Do tego momentu w jakim obecnie się znajduje doprowadziły mnie odważne decyzje i ryzyko, które się opłaciło. Warto podejmować ryzykowne decyzje, szczególnie kiedy zysk przewyższa ryzyko. Na dzień dzisiejszy uważam siebie za bardzo szczęśliwego człowieka, którego nic nie jest w stanie ograniczyć. Po kolei spełniam wszystkie swoje marzenia, podróżuje po całym świecie i żyje w zgodzie ze sobą. Jak do tego doszedłem? Wielokrotnie zmieniając swoje życie i wychodząc ze strefy komfortu. Kiedyś panicznie bałem się wszelkich zmian, zawsze zjadał mnie stres blokujący spełnianie marzeń, szczególnie tych zawodowych i jeszcze okrutna “małomiasteczkowość” i takowa mentalność wokół. Zrozumiałem, że co mnie nie zabije to mnie wzmocni. Te wszystkie blokady siedzą u nas w głowie, trzeba na siłę iść pod prąd i nawet gdy paraliżuje nas stres to świadczy, że idziemy w dobrą stronę i wychodzimy ze strefy komfortu to dlatego tak boli. Postanowiłem to zmienić i nie przejmować się otoczeniem oraz tym, co pomyślą o nas ludzie – to jest jeden z najgorszych ograniczników w naszej głowie.

Zmiany to nie zawsze nasz wybór – często to przymus losu.

Zmiany są potrzebne, nieważne czy sami się na nie decydujemy, czy wymusza je na nas życie. Zmieniając coś pozostawiamy pustą przestrzeń, która wypełnia się czymś zupełnie nowym. Na początku nowej drogi ciężko jest stwierdzić, w którą stronę pokieruje nas los. To ta niepewność oraz brak poczucia bezpieczeństwa tak bolą. Jesteśmy istotami, które podświadomie starają się unikać cierpienia, a skupiają swoje życie na odczuwaniu przyjemności. To nic złego – wiadomo – każdy chce dla siebie oraz swoich bliskich jak najlepiej. Ale stojąc w miejscu nie zmienimy swojego życia. Od czego zacząć zmiany? Pójdź inną drogą, zjedz coś nowego, posłuchaj innego radia, pomyśl o czymś innym, znajdź się w innym miejscu. Po prostu zróbmy coś inaczej niż zawsze. To będzie pierwszy krok, pierwszy sygnał wysłany w Wszechświat, który zapoczątkuje nowości w naszym życiu. Aby do czegoś dojść, trzeba wyruszyć w drogę.

Czy nie lepiej jest gonić w życiu króliczka, niż go od razu złapać?

Osobiście jestem w trakcie szukania swego miejsca na Ziemi – powiem więcej – trwa to już od 10-ciu lat! Skąd mam wiedzieć, że jest mi najlepiej tutaj, skoro nie było mnie tam? Jednego natomiast jestem pewien, gdybym tyle razy w życiu nie zmieniał wszystkiego, odchodził z pracy, mieszkał w wielu krajach, zmieniał całkowicie otoczenie wokół mnie to nigdy nie przeżyłbym tylu fantastycznych chwil i momentów – z których właśnie składa się prawdziwe życie. Nie ważne czy dożyje emerytury, a nawet jak dożyje to czy jakakolwiek przez te całe skakanie z kwiatka na kwiatek będzie mi się należeć. Ostatnio moja mama często suszy mi głowę – “Michał zabezpiecz się na przyszłość, co z Twoją starością i emeryturą?”. Ja za każdym razem odpowiadam jej jedno -“Mamo nie martw się, liczy się tylko tu i teraz, a ja równie dobrze na emeryturze mogę być szczęśliwym dziadkiem barmanem, sprzedającym drinki na Hawajach”. Nie odkładam niczego na potem. Nie czekam, aż los ześle mi wszystko czego pragnę. Kiedy chce wyjechać w podroż po Meksyku to po prostu zaczynam działać. Pracuje, zarabiam i kupuje bilet do Cancun. Kiedy chce być szczęśliwym człowiekiem to nie myślę o głupotach – co byłoby gdyby – tylko po prostu czuję się szczęśliwy. Wydaje się to takie proste. Prawda?

11 Comments

  1. Kamil Bartoszek says:

    Świetny tekst, a zmiany w zyciu jak najbardziej sa potrzebne i zgadzam sie z tym co napisales.

  2. Agata says:

    Jasne, ale jak ktoś ma kredyt mieszkaniowy i obciążenia finansowe to już nie jest tak łatwo “wyruszyć w drogę”…
    Pozdrawiam
    Agata

  3. Marek Rutkowski says:

    Panie Michale zgadzam się z Pana opinią, trzeba wyruszyć w drogę żeby dojść do czegoś, to jest bardzo mądra i głęboka sentencja jakże prawdziwa

  4. Basia says:

    zmiany są potrzebne 🙂

  5. Miłosz says:

    bardzo mądry artykuł, posyłam dalej bo na pewno się przyda znajomym!

  6. Opinad says:

    Świetnie napisane! Właśnie dzisiaj potrzebowałam tego, aby przeczytać taki tekst. Super 🙂

  7. Kacper says:

    Zgodzą się w 100% z tym, że zmiany są potrzebne w naszym życiu i jak najbardziej czasem warto zaryzykować i wyjść z własnej strefy komfortu tylko po to aby się rozwinąć, bo jak każdy doskonale zdaje sobie sprawę to co dla nas mało komfortowe… rozwija nas najbardziej. Dzisiaj ten temat zmian był mi bardzo bliski i spodobały mi się dwa blogi i wpisy o nich. Jeden to oczywiście Pański i ten jeszcze jest bardzo fajny i pomógł mi http://twojprogres.pl/blog/zmiana-czyli-rozwoj/
    Pozdrawiam
    Kacper

  8. Ula says:

    I w jaki sposób przez to, że łapiesz jakąkolwiek pracę w jakimkolwiek miejscu się rozwinąłeś i do czego to zmierza? Nie bardzo rozumiem takie ciągłe pisanie, że zmiany są potrzebne, dla mnie to takie pierdu pierdu, dla jednych są potrzebne, dla innych nie i tyle. Nie ma w tym żadnej filozofii, wolisz prodróżować i pracować w różnych miejscach? ok ja wolę spłacać swój kredyt za dom, bo to było moje marzenie, mieć piękny dom z ogrodem, w którym mogę rozlozyc sobie w wakacje basen, zaprosić znajomych, spędzić fajnie czas. Mieć ogród po którym biegają uratowane ze schroniska moje 3 staruszki pieski a wkrótce też dzieci. I też tak jak Twoja mama chcę zabezpieczyć im przyszłość i odłożyć jakieś pieniądze. I to moje szczęśćie, nie potrzebuje i nie chcę tego zmieniać i nie interesuje mnie czy to walsnie tu jestem najszcesliwsza czy na Bahamach bylabym szczesliwsza. Bo życie nie polega na tym, by ciągle gonić za czyms więcej, bo wlasnie zycie nam ucieka przez palce ciagle za czyms goniąc.

  9. Aurelia says:

    Cieszę się, że przedstawiasz siebie w zmianach. Ważne by robić to co dla nas ważne i przekraczać granice jeśli gdzie tam czujemy, że chcemy coś zmienić. Sama kiedyś mieszkałam w Holandii, wyjechałam w 204 roku, zaraz po maturze, mając 19 lat. Otwarta na nowe możliwości i doświadczenie zderzyłam się z rzeczywistością, braku znajomości języka, inna kulturą. Ale po dwóch latach mówiłam bardzo dobrze po holendersku, poznałam, kulturę i wielu wspaniałych ludzi. Mieszkając z holendrami miałam okazję poznać ich bliżej. Dlaczego mi się udało? Bo ułożyłam sobie plan i działałam nie patrząc na innych i licząc na “uśmiech losu” 🙂 Po powrocie praca w branży TSL a po 12 latach przebranżowienie, nowe wyzwanie w sekcji IT….
    Wbrew pozorom wielu z nasz przechodzi w życiu wiele zmian, kredyt, pies, dzieci to także zmiany i realizacja marze. Nie popadałabym w polemikę, jak mój przedmówca. Każdy z nas jest inny, ważne aby akceptować wybory innych nawet jeśli sie z nimi nie zgadzamy. Warto zobaczyć innych w ich codzienności i marzeniach choć nie zawsze muszą nam one odpowiadać. I marzę o tym, abyśmy mniej oceniali innych a bardziej czerpali z nich “coś dla siebie”
    Pozdrawiam z okolic Poznania 🙂

  10. Magda says:

    W zeszłym roku chorowałam na Covid byłam 4 tygodnie w szpitalu. Przez ten czas pomogła mi modlitwa do Św. Rity i wierzę w nią na prawdę mocno. Mój stan zdrowia był beznadziejny i bałam się mocno o swoje zdrowie. Widziałam innych pacjentów nie chciałam tak jak oni zapaść śpiączkę. Dzisiaj jestem zdrowa, a moje płuca zregenerowane. Jestem wdzięczna Św. Ricie.

  11. Aneta Boritzka says:

    Nie do końca zgodzę się z tym cytatem z obrazka Lao Tzu. Można żyć w teraźniejszości, ale mieć obawy. Jeśli coś od dłuższego czasu nie może poukładać się w życiu i nie odczuwam spokoju, to jak mam być wówczas spokojna? Pomimo dobrych chęci i otwartości na zmiany (które wiem, że dają nam nowe możliwości). Nie warto żyć przeszłością, nie warto zamartwiać się na zapas. Ale czasem tak jest, że coś od dłuższego czasu “nie działa” – i ten dyskomfort powoduje w nas napięcie. To zdecydowanie trzeba przepracować.

Leave a comment

Your email address will not be published.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.